środa, 30 stycznia 2013

Rozdział 2

Na lunch szłam sama. Po beznadziejnie spędzonej fizyce, na której musiałam znosić humorki Akiego, jedzenie z wilkami wydawało mi się rajem. Byłam w tak wielkim błędzie. Usiadłam obok Ad, słuchając jej opowieści o ostatniej wizycie u Marka, śmiejąc się raz po raz i wznosząc oczy ku niebu. Nawet siedzący na przeciwko mnie Aki, nie robił na mnie wrażenia. Wszystko było świetnie.
Aż do czasu, kiedy bezbronna Claire wkroczyła do sali. Widziałam jej pełen napięcia wzrok i czułam, że jest strasznie spięta. Spojrzała na mnie, a ja zapraszająco kiwnęłam do niej ręką.Uśmiechnęła się, wdzięczna.
 I wtedy rozpoczęło się piekło.
-Co ty robisz?!- syknął Aki, podnosząc na mnie wzrok. W jego oczach widziałam wściekłe błyski.
-Jak to co? Ona jest sama, przecież nie ma gdzie usiąść.- powiedziałam, nagle niepewna.
-Margo ma rację, Aki.- stanęła w mojej obronie Adrienne.
-Co?! Po ostatnich wydarzeniach to chyba głupi pomysł, żeby jakaś szalona laska, nie wiadomo skąd przysłuchiwała się rozmowie naszej paczki.- syknął gniewnie.
Claire cały czas przemierzała dużą halę, kierując się w naszą stronę, lecz widząc napięcie, jakie wywołała, nie szła już tak chętnie.
-Aki.-powiedziała miękko Katy.- Wiemy, że nie lubisz gdy ktoś...
-Włazi butami do naszej paczki?-przerwał jej.- Nie za bardzo.
-Ale przecież ona nie zrobiła nic złego.
-Jeszcze nie.- burknął.- Albo ja, albo dziewczyna.- powiedział w końcu, patrząc wszystkim po kolej w oczy.
Wilki popatrzyły po sobie i spojrzały na mnie bezradnie.
-Przepraszam Margo.
Posłałam Akiemu wściekłe spojrzenie i wstałam od stołu. Claire niepewnie stała niedaleko stołu i przypatrywała mi się. Podeszłam do niej.
-Chodź, usiądziemy przy tym stoliku.- powiedziałam i usiadłam przy jedynym wolnym stoliku.
Claire popatrzyła na mnie.
-Przepraszam. To moja wina.- powiedziała, siadając naprzeciwko mnie.
-Nie, to nie jest twoja wina.- Zapewniłam ją, choć nie byłam do końca pewna.
-Tak. Przeze mnie musiałaś się przesiąść.
-Nie ma sprawy.- spojrzałam na nią.
-Ale dlaczego ten chłopak nie chciał żebym z wami usiadła?-spytała nagle, patrząc w stronę rozbawionego teraz czymś Akiego.
-Nie wiem.- powiedziałam, myśląc inaczej. Nie mogłam przecież powiedzieć, że nie chce byś dowiedziała się o wilkach, nie chce, bo już raz, a raczej dwa razy popełnił ten błąd i zaufał komuś kto nie był wilkiem( ja się nie liczę, teraz też jestem zmutowana!), a potem patrzył jak ta osoba zdradza go, pomimo tego jak bardzo ją kochał.
Claire patrzyła na niego, zamyślona. Dostrzegłam w jej twarzy coś na kształt zainteresowania jak i czegoś innego. Nie znałam jej tak dobrze, żebym mogła dokładnie odczytać co to mogłoby być.
-Ziemia do Claire.- Zamachałam jej przed oczami ręką. Odwróciła wzrok na mnie i uśmiechnęła się wyczekująco.
-Słucham?- powiedziała.
-Dlaczego właściwie się tu przeprowadziliście?-spytałam, nagle zaciekawiona.
-Ojciec dostał propozycję pracy w jakimś Instytucie, podobno zamknęli go na jakiś czas, ale otwierają go bo rząd im na to znów pozwolił. Mój ojciec jest biologiem, a oni potrzebują go do pracy nad jakimiś niesamowitymi badaniami- Powiedziała, żując bezmyślnie swoją kanapkę z sałatą.
Znieruchomiałam. Otwierają Instytut?! To znaczy, że znów jesteśmy w niebezpieczeństwie. Zrobiło mi się niedobrze. Musiałam ostrzec Maksa i inne wilki. Co tym razem mogli wymyślić?
-Mówił może nad jakimi badaniami?- spytałam, udając, że nic mnie to nie obchodzi.
-Nie, to tajne-odrzekła, popijając koktajl przez słomkę.-Podobno ma to związek z tymi morderstwami, które miały tu miejsce kilka miesięcy temu.
Ona wiedziała o morderstwach? Zdziwiło mnie to. Nie wydawała się przestraszona tym, że jej ojciec ma robić badania na mordercy.
Być może dlatego, że nie wiedziała, że mordercą był ponad półtorametrowy wilkołak, na którego nie działa uderzenie kijem bejsbolowym lampą i kule ze strzelby ojca Maksa.
-Wiesz coś o tym więcej?-spytałam znów.
Pokręciła głową i spojrzała na mnie badawczo.
Niedobrze Margo,  dziewczyna dopiero co tutaj przyjeżdża, a ty już wypytujesz ją o jakieś badania i Instytut. To miła dziewczyna, a ty się tak zachowujesz!-skarciłam się w duchu, prosząc los, o to żeby Claire się nic nie domyślała.
-Dlaczego tak cię to ciekawi?-spytała, a ja zbeształam się w duchu, za swoje dopytywanie.
-A tak po prostu, wiesz mieszkam tutaj i martwię się o znajomych.- wymyśliłam coś na poczekaniu.
Skinęła głową, a ja westchnęłam z ulgą.
                                                                              ***
Dalsza część dnia minęła bezproblemowo. Oprócz tego, że denerwowałam się, że za chwilę wywołają mnie do sekretariatu jak kilka miesięcy temu i będę musiała jechać do Instytutu. Jednak nic takiego się nie zdarzyło.
Claire okazała się naprawdę miła i przyjacielska, a ja zastanawiałam się czy może zastąpi miejsce Ivette. Jednak nie byłam tego pewna.
Mimo tego świetnie się z nią bawiłam, śmiejąc się z nauczycieli. Uciekałam też przed Pijawką, bo wiedziałam, że gdy mnie dopadnie będę musiała znów chodzić na jej szalone treningi Bóg wie o której porze.
Prawie by się udało. Jednak prawie robi wielką różnicę.Tuż przed dzwonkiem, na ostatnią lekcję, siedziałam z Claire na parapecie okna najbliżej sali w której miałyśmy mieć lekcje. Claire opowiadała o życiu w Polsce i o jej pasji czyli koniach. Opowiadała, że trudno było przekonać rodziców do konia, a teraz trudno było przekonać ich, by wzięli ze sobą jej konia,bo ona bez niego nigdzie się nie ruszy.
I wtedy właśnie zza zakrętu wyłoniła się Pijawka. Gdy tylko mnie zobaczyła ruszyła w moim kierunku. Omal nie spadłam z parapetu. Nie miałam drogi ucieczki. To koniec. Kolejny rok z Pijawką.
-Margo Cook.- wydarła się, stając na przeciwko mnie i chwytając się pod boki.- Nie widziałam cię dzisiaj na treningu!
-Proszę posłuchać ja mam w tym roku egzaminy i nie chciałabym....- nie dane było mi dokończyć.
-Nie obchodzi mnie czego byś nie chciała!- krzyknęła.
Claire spojrzała na mnie ze współczuciem i cofnęła się o kilka kroków, podchodząc bliżej klasy.
-Margo! Chcę cię widzieć na jutrzejszym treningu!- krzyknęła Pijawka i nie czekając na moją odpowiedź obróciła się i odeszła swoim szybkim, nienaturalnym marszem. No i za co to? Za co?

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 1

Czułam silne deja vuHistoria sztuki. Zero wolnych miejsc. I Aki. Oczywiście, a jakże mogłoby być inaczej. Powitał mnie grymasem na kształt uśmiechu i niezadowolony pogrążył się w czymś, co robił, zanim się dosiadłam.
Na biologi za to byłam osamotniona. Ad i Mark mieli wtedy historię sztuki.  W każdym razie, nie musiałam dzielić ławki z Akim. Jakiś plus.
Nagle zatęskniłam za Iv. Mimo, że była wtyczką, była też moją najlepszą przyjaciółką, która znała wszystkie moje sekrety, zawiłości i zawsze miałam z kim rozmawiać. A teraz zostałam sama.
Po kwadransie lekcji, do sali wkroczyła sekretarka dyrektora, ubrana jak zwykle w nieprzyzwoicie krótką mini i opiętą do granic możliwości, koszulę.  Szepnęła coś panu Rogerowi na ucho i wyszła pośpiesznym krokiem.
Po kolejnym kwadransie do sali wszedł sam dyrektor, a za nim weszła dziewczyna.
Kolejna nowa. Kolejna dawka deja vu.
Dziewczyna miała bujne, kasztanowe loki, okalające śliczną twarz o nieśmiałym uśmiechu. Ubrana w niebieską koszulę, dżinsy, a dookoła głowy zawiązana wymyślnie czerwona bandanka.  Stała niepewnie u boku sztywno stojącego dyrektora. Obok niego stała starsza kopia dziewczyny.  Uzgadniała coś z nim i z nauczycielem. W końcu uścisnęła dłonie obu panów, przytuliła dziewczynę i uśmiechając się przepraszająco do pana Rogera opuściła salę.
-Uczniowie!-przemówił do nas pan Roger, gdy dyrektor wyszedł-Oto nowa uczennica, Claire Fish. Starajcie się szybko ją przyjąć.
Po minach chłopaków stwierdziłam, że nie mają nic przeciwko poznaniu jej bardzo blisko. Choć pan Roger chyba nie miał niczego takiego na myśli.
Po chwili już pan Roger wrócił do prowadzenia lekcji, a ja zdałam sobie sprawę, że jedyne wolne miejsce jest koło mnie.
Dziewczyna stała już koło mojego stołu i nieśmiało, spoglądała w moją stronę, szukając mojego wzroku.
-Cześć.- powiedziała z nieznanym mi akcentem.-Mogę się dosiąść?
-Cześć-uśmiechnęłam się, wiedząc jak to jest być nowym- Jasne, siadaj.
Mimo wszystko byłam jednak troszkę zirytowana. Kolejna dziewczyna, która zamieszkała w Wolftown.
-Mogłabyś mi powiedzieć gdzie jest...?
-Nie.-odparłam niegrzecznie, odwracając się od nowej.
Dziewczyna nie nalegała i speszona odwróciła się w stronę tablicy. Rozbrzmiał dzwonek. Poczułam nagle zmieszanie i poczucie winy za swoje zachowanie.  Dziewczyna wyszła zaraz po dzwonku, więc musiałam się pospieszyć by ją dogonić. Rozejrzałam się i zobaczyłam ją, stojącą bezradnie na środku korytarza. Podeszłam do niej.
-Słuchaj, przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie.- zaczęłam cicho.
-Nie ma sprawy, poradzę sobie sama.
-Ależ nie,  po prostu.....- zająknęłam się.
-Rozumiem, poradzę sobie.- uśmiechnęła się zagubiona patrząc dookoła.
-Nie.- powiedziałam, nagle pewna co powinnam zrobić. - Pomogę ci. Przepraszam za tamto, ale po prostu w zeszłym roku przeszłam już zapoznawanie nowej dziewczyny z naszą szkołą i okazała się ona niezłą.....- zawahałam się.
-Zdzirą?- uzupełniła ze śmiechem Claire.
-Mało powiedziane.- przyznałam z uśmiechem. Może nie będzie aż tak źle?
-Mogłabyś mi pokazać gdzie jest sala 202?-spytała, po chwili śmiechu Claire. Przytaknęłam i pokazałam jej salę od angielskiego. Okazało się, że wszystkie lekcje oprócz historii sztuki i fizyki mamy razem, więc nie byłam osamotniona. Dowiedziałam się, że Carolina pochodzi z Polski, ale jej tata jest z Nowego Jorku,gdzie przez jakiś czas mieszkała, dlatego akcent miała prawie taki sam, choć lekko naciągany. Lubiła tą samą muzykę, nie lubiła różowego, ani specjalnie się malować. To zdecydowanie nie była Ivette.

czwartek, 24 stycznia 2013

Prolog

Obudziło mnie lekkie stukanie deszczu o parapet. Spojrzałam na budzik i zamrugałam. 7:00. Pierwszy dzień, ostatniego roku w tej szkole. Ostatniego roku z Pijawką. Ostatniego roku z moją szafką.
Bez Maksa będzie ciężko, wiedziałam to. Na szczęście wiedziałam, że niektóre wilki będą obecne w szkole. Jak Adrienne czy Mark. Ale jest jeszcze zła tego strona. Aki. On za to, odkąd dowiedział się, że to Ivette była wtyczką stał się jeszcze bardziej opryskliwy. Jeśli to w ogóle mogło być możliwe.
A ja stałam się jego najczęstszą ofiarą najpodlejszego humorku. Uch, jak miło. Od razu bardzo zechciało mi się wstać. Popatrzyłam na budzik, z niesmakiem. Musiałam wstać. Za chwilę mama wkroczy do pokoju. Hm.. Dziś na śniadanie bekon, to jest jakiś plus. Niechętnie zwlokłam się z łóżka i ubrałam się w poszykowane wczorajszego wieczoru ciuchy. Spojrzałam w lustro i żeby dodać sobie otuchy uśmiechnęłam się. Zeszłam na śniadanie, burknęłam coś do rodziców i słysząc znajomy warkot motoru, wybiegłam z domu, żegnając się ze Swetrem.
Sweter to mój pies. Wiem, dość dziwne imię, ale mój kumpel, jeśli można tak nazwać chłopaka zaciętego wroga, nazwał swojego psa Musztarda.
Wyszłam przed dom i zobaczyłam go. Mojego boga. Dobra, bez przesady. Ale, no cóż, tak się poczułam. Max spojrzał na mnie i uśmiechnął się łobuzersko z motocyklu. Deszcz zmoczył mu jego złociste włosy.
-Cześć wilczku. Co słychać?-zapytał jakby nie widział mnie kilka godzin temu. No cóż, tak to jest jak się mieszka koło swojego chłopaka. Widzę w tym same plusy, za to moja mama niekoniecznie.
-Dobrze, oprócz tego, że będę musiała uciekać przed Pijawką, by wpaść w sidła przygnębionego i wściekłego Akiego.- powiedziałam, siadając za nim.
-Lepsze to niż być wykorzystywana przez Instytut.- powiedział Max, wzruszając ramionami i odpalając motor. Dobrze mu mówić, sam nie musiał chodzić do szkoły, bo już ją skończył, a poza tym Instytut był już przeszłością. Prawda?
 

Bohaterowie


      Margo Cook
  Max Stone
Aki Jones

                                                                               Adrienne  Stolmes
 Katy Mirage


 Jack West
                                
Mark Heroes
     Claire Fish